Featured image for “Wyspy Owcze”

Wyspy Owcze



Wycieczka kamperem po Wyspach Owczych?

Ostatnia aktualizacja: 26.06.2022

Dzisiejszy artykuł powstał z myślą o tych, którzy caravaning uprawiają już chwilę i szukają inspiracji i nietuzinkowych miejsc. To także wpis dla marzycieli, romantyków, osób pragnących bliskości z surową naturą, stroniących od zgiełku i wielkich miast.

Kiedy analizowaliśmy możliwe opcje wyprawy na Islandię, wybrany przez nas prom zawierał wariant trzydniowego zwiedzania Wysp Owczych. Z uwagi na wysokie koszty samej przeprawy promowej, drążyliśmy temat jak się tam dostać, bo że kamper będzie naturalnym wyborem sposobu podróżowania, to rzecz oczywista.

Nie ulega wątpliwości, że zwiedzanie Wysp Owczych kamperem to najlepsza opcja, aby móc podziwiać uroki tego zakątku świata. Każdy, kto uprawia caravaning ten wie, jak cenne są swoboda i niezależność, które tutaj nabierają kompletnie innego wymiaru. Wyspy Owcze to zbiór 18 wulkanicznych wysp, kraina zielonych dolin, wysokich klifów i pięknych wodospadów. Jedno z nielicznych miejsc na ziemi, gdzie tego samego dnia można doświadczyć wszystkich pór roku. Nie da się tego poczuć, zobaczyć i w pełni przeżyć z hotelowego pokoju.

7 dni w kamperze na Wyspach Owczych

Od czego zatem zacząć artykuł o podróży po Wyspach Owczych? Może od tego, że nie jest prawdą, że wystarczą 3, góra 5 dni na zobaczenie wszystkiego. My na zwiedzanie wysp miałyśmy 7 dni i zabrakło nam pewnie drugie tyle, aby nie wyjeżdżać stąd z niedosytem.

Wyspy Owcze

Wulkaniczny archipelag (o powierzchni 1399 km²) na Morzu Norweskim, między Wielką Brytanią, Islandią a Norwegią. Stanowią terytorium zależne Danii.

Ośrodkiem administracyjnym jest Thorshavn (farer. Tórshavn). Głównymi miastami Wysp Owczych są: Klaksvík, Hoyvík, Argir. Żyje tam prawie 48,2 tys. mieszkańców, a gęstość zaludnienia wynosi 34,5 osób/km². Językami urzędowymi są farerski i duński. Większość mieszkańców wyznaje luteranizm.
(źródło: Wikipedia).

Matka z córką w podróży, czyli kobiety mogą wszystko

Dzień 0

Na kilka dni przed wylotem okazało się, że podróżować po Wyspach Owczych będziemy VW Grand Californią, a nie, jak zakładałyśmy Californią Ocean. Miało być mniejsze auto dla dwóch kobiet, a dostałyśmy do towarzystwa dużą dziewczynę.

Samolot opadł w chmury i wynurzył się zaledwie kilka sekund przed dotknięciem pasa startowego. Trochę nim bujnęło nim wylądowaliśmy.
Granice lotniska były ledwo widoczne, ukryte we mgle, bagaż przemoczony, a samochód czekał na nas na parkingu P4 bez właściciela w zasięgu wzroku. Grand California stała na parkingu otwarta. W środku znalazłyśmy kluczyki, kilka ulotek i instrukcji obsługi, a także zalaminowaną notatkę od Unicar z prośbą o przejrzenie samochodu, ponieważ ani przy wydaniu, ani przy zdaniu nie będzie nikogo z obsługi wypożyczalni. Stuprocentowa samoobsługa.

Dla osoby, która nigdy wcześniej nie podróżowała kamperem to duże wyzwanie. Co prawda otrzymałyśmy z wypożyczalni kilka filmików z różnych kanałów na YT, traktujące o tym, jak używać pojazdu, ale dla nas obsługa kampera nie jest niczym nowym. Nie jesteśmy przekonane, czy laikowi owe filmiki by wystarczyły.

Wywiozłyśmy ją z parkingu z całą gracją i zwrotnością, jaką może zaoferować VW Crafter. Udałyśmy się na nasz pierwszy kemping, położony około dziesięciu minut jazdy od lotniska Vagar, Giljanes Camping. Z pomocą właściciela kempingu, parę minut po 23:00, zaparkowałyśmy w maleńkiej szczelinie między innym kamperem a samochodem z przyczepą. Na miejscu jest też hostel. Ogólnodostępne są łazienki, toalety, kuchnia oraz pomieszczenie ze stolikami i krzesłami, gdzie można schować się przed wiatrem i deszczem. Płatność kartą lub gotówką. Koszt za kampera z dwiema osobami na pokładzie to 200 DKK.

Dzień 1

Za sugestią miłego, młodego właściciela kempingu za cel podróży obrałyśmy sobie Vidoy, najbardziej wysuniętą na północ wyspę na Wyspach Owczych. “Jeśli na południu są mgły i wieje wiatr z południa, to największe szanse na słońce są na północy.” Zdanie to okazało się prawdziwe.

Jadąc z Vagar, przejeżdżałyśmy przez szereg miasteczek i wiosek ukrytych w dolinach pasm górskich. Atmosfera z pewnością była inna niż wszystko, czego doświadczyłyśmy wcześniej.

Po wizycie w centrum informacji turystycznej w Klaksvik wyposażone w listę tuneli o ograniczonej wysokości (zaledwie 3,1 metra; przypadkowo idealnych na nasz samochód), wyruszyłyśmy na wyspę Vidoy i naszą pierwszą (choć nieukończoną) trasę pieszą na górę Villingadalsfjall (841 m n.p.m.). Przeczytałyśmy, że wspinanie się po stromym zboczu z wioski Viðareiði na szczyt jest trudne i wymaga dużego wysiłku, więc zdobycie mniej więcej połowy wzniesienia, po 1 godzinie i 15 minutach wspinaczki, uznałyśmy za sukces przy całym naszym braku formy. A widoki, które dane byłe nam podziwiać, warte były całego zmęczenia i bólu stawów, jakich doświadczałyśmy po drodze. Niestety ograniczone byłyśmy też trochę czasem. O godzinie 18:30, z Klaksvík, odpływał prom na wyspę Kalsoy, na której zarezerwowałyśmy miejsce na jedynym kempingu w tamtej okolicy, kempingu w Mikladalur. Dostępne są tam tylko 4 miejsca dla kamperów i przyczep. Rezerwacji można dokonać albo w centrum informacji turystycznej w Klaksvík, albo na stronie internetowej. Koszt noclegu (najdroższy kemping na Wyspach), to 400 DKK.

Uwaga: należy mieć ze sobą trochę gotówki, mogą być Korony Duńskie rozliczane 1 do 1 z lokalną walutą. Za wejście na górę należy zapłacić 200 DKK. Przed furtką otwierającą drogę do nieziemskich widoków stoi skrzynka, do której należy wrzucić pieniądze. Jest też informacja, aby nie wspinać się, kiedy góra osnuta jest mgłą lub pokryta śniegiem.

Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - zwiedzamy
Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - podróż kamperem
Wyspy Owcze - zwiedzamy

Dzień 2

Wyspa Kalsoy to niewątpliwie wyjątkowe miejsce pod wieloma względami. Nazywa się ją też fletem, ze względu na smukły kształt i liczne tunele, które tu występują. Kiedy przejeżdżałyśmy Grand Californią o szerokości (z lusterkami) ok 2,2 m i wysokości 2,94 m pierwszym, nieoświetlonym tunelem o szerokości 2,8 m i wysokości 3,1 m, wstrzymywałyśmy oddech. Po wyjechaniu z niego nie zdążyłyśmy jeszcze dobrze zaczerpnąć powietrza, a naszym oczom ukazał się kolejny tunel. Łącznie w dwie strony tuneli takich było 8, a najdłuższy miał 2,2 km. Jak się później okazało, dech w piersi na tej wyspie, zapierają jeszcze inne miejsca.

Kópakonan. Kobieta foka.

Na brzegu, pośród rozbijających się fal w Mikladalur, największej z czterech wiosek na wyspie, stoi posąg kobiety foki. Legenda o niej jest jedną z najbardziej znanych opowieści ludowych na Wyspach Owczych.

Uważano, że foki były dawnymi istotami ludzkimi, które dobrowolnie szukały śmierci w oceanie. Raz w roku, trzynastej nocy w kalendarzu księżycowym lub w święto Trzech Króli (różne wersje), pozwalano im wyjść na ląd, zdjąć skórę, tańczyć i bawić się przez całą noc.
Młody rolnik z wioski Mikladalur na północnej wyspie Kalsoy, zastanawiając się, czy ta historia jest prawdziwa, pewnego razu zaczaił się na plaży. Obserwował foki płynące w kierunku brzegu. Wspięły się one na plażę, zrzuciły skóry i ostrożnie położyły je na skałach. Pozbawione skóry wyglądały jak normalni ludzie. Młody chłopak wpatrywał się w jedną z pięknych kobiet, która odkładał skórę blisko miejsca, w którym się ukrywał. Kiedy zacząły się tańce, zakradł się i ukradł ją. Zabawa trwała całą noc, ale gdy tylko słońce zaczęło wychylać się zza horyzontu, wszystkie foki przybyły, by wdziać swoje skóry i wrócić do morza. Kobieta, której skradziono skórę, była bardzo zdenerwowana. Czuła zapach swojej skóry, ale nie mogła jej znaleźć. W końcu pojawił się mężczyzna z Mikladalur, trzymając skórę w rękach. Pomimo rozpaczliwych próśb, nie chciał jej oddać. Zmusił kobietę, by zamieszkała z nim.
Kobieta została jego żoną i urodziła mu kilkoro dzieci, a on zawsze pilnował, aby nie miała dostępu do swojej skóry. Trzymał ją zamkniętą w skrzyni, do której tylko on miał klucz, a który cały czas trzymał na łańcuszku przymocowanym do pasa.

Pewnego dnia, gdy łowił ryby ze swoimi towarzyszami, zdał sobie sprawę, że zostawił klucz w domu. Zapowiedział swoim towarzyszom: „Dzisiaj stracę żonę!” – i wyjaśnił, co się stało. Mężczyźni wyciągnęli sieci i liny i popłynęli z powrotem na brzeg tak szybko, jak tylko mogli, ale kiedy dotarli na farmę, stwierdzili, że dzieci są same, a ich matka zniknęła. Ich ojciec wiedział, że nie wróci, ponieważ zgasiła ogień w palenisku i odłożyła wszystkie noże, aby dzieci nie mogły zrobić sobie krzywdy po jej odejściu.

Kobieta, kiedy dotarła do brzegu, włożyła foczą skórę i zanurzyła się w wodzie, gdzie obok niej od razu pojawiła się druga foka, jej mąż, który przez te wszystkie lata i wciąż na nią czekał. Kiedy jej dzieci, te, które miała z człowiekiem z Mikladalur, schodziły później na plażę, foka wynurzała się i spoglądała w stronę lądu. I tak minęły lata.
Aż pewnego dnia zdarzyło się, że ludzie z Mikladalur zaplanowali, aby wejść w głąb jednej z jaskiń na dalekim wybrzeżu, aby zapolować na żyjące tam foki. W noc przed ich wyjazdem, we śnie, mężczyźnie z Mikladalur, ukazała się focza żona i poprosiła, aby nie zabijał foki, która będzie przy samym wejściu do jaskini. Tam będzie jej mąż. Prosiła też, aby nie skrzywdzić dwóch szczeniąt fok znajdujących się głęboko w jaskini, ponieważ byli to jej dwaj młodzi synowie. Opisała dokładnie ich skóry, aby mógł je poznać. Mężczyna nie posłuchał wiadomości ze snu. Dołączył do innych i na polowaniu zabili wszystkie foki. Kiedy wrócili do domu, połów został podzielony, a on otrzymał swoją część, fokę męża oraz przednie i tylne płetwy dwóch młodych focząt.

Wieczorem, gdy na obiad ugotowano głowę dużej foki i kończyny małych, w wędzarni rozległ się wielki huk i foka pojawiła się pod postacią przerażającego trolla; powąchała jedzenie w korytach i wykrzyknęła przekleństwo: „Tu leży głowa mego męża z jego szerokimi nozdrzami, ręka Hárka i stopa Fredrika! Teraz nastąpi zemsta, zemsta na ludziach z Mikladalur, i niektórzy zginą na morzu, a inni spadną ze szczytów gór, aż będzie tylu zmarłych, ilu zdoła połączyć ręce wokół brzegów wyspy Kalsoy!”

Kiedy wypowiedziała te słowa, zniknęła z grzmotem i nigdy więcej jej nie widziano. Do dzisiaj, niestety, od czasu do czasu zdarza się, że ludzie z wioski Mikladalur toną w morzu lub spadają ze szczytów klifów; dlatego należy się spodziewać, że liczba ofiar wciąż nie jest jeszcze wystarczająco duża, aby wszyscy zmarli połączyli ręce na całym obwodzie wyspy Kalsoy.

Wyspy Owcze - Kópakonan

Marjunar hav

Przy zejściu do posągu kobiety foki stoi mural “Marjun's Lifting Stone”. Lifting stones, kamienie do podnoszenia, to ciężkie kamienie naturalne, które ludzie podnosili, udowadniając swoją siłę. Są znane w całej północnej Europie, szczególnie w Szkocji, Walii, Islandii (gdzie są określane jako steintökin) i krajach skandynawskich.

Każda osada na Wyspach Owczych miała swój lokalny kamień do podnoszenia, zwany hav. Przyjezdni mężczyźni byli wyzywani przez miejscowych do pokazania swojej siły. Jeden z takich kamieni, znany jako "Marjunar hav", jest obecnie częścią muralu w wiosce Mikladalur. Legenda o Marjunar podnoszącej kamień sięga XVI wieku. Kobieta była pokojówką, która zaszła w nieślubną ciążę. W XVI wieku kobiety były karane śmiercią za urodzenie dziecka z nieprawego łoża. Idąc wzdłuż rzeki Áargil wraz z dojarkami, natknęła się na kamień. Zatrzymała się i powiedziała „Wiem, co mnie czeka. Śmierć na pewno się zbliża. Ten kamień będzie świadectwem mojej siły”, po czym podniosła jedną ręką kamień ważący 287,5 kg. Podobno nikomu więcej nigdy nie udało się udźwignąć tego kamienia nawet oburącz.

Wyspy Owcze - Marujnar hav

Latarnia Kallur

W Kallur, na północnym krańcu Kalsoy, stoi mała latarnia morska. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, nawet nie zrobiłyśmy jej zdjęcia. Ale miejsce, w którym stoi na wysokiej skale, zapiera dech w piersiach. Nic dziwnego, że często pojawia się w National Geographic i wystąpiła w filmie o Jamesie Bondzie.

Na pierwszy rzut oka droga do niej nie wygląda na wymagającą. I pewnie tak jest w piękny, słoneczny dzień, pod warunkiem, że dawno nie padało, czyli na Wyspach Owczych nigdy. Tym razem na próbę wystawiłyśmy nasze kostki, które, choć miałyśmy porządne górskie, wysokie buty, odczuły wchodzenie i schodzenie pod kątem do zbocza, po błocie i śliskiej trawie. “No time to die” zobowiązuje jednak więc dane nam było dotrzeć na szczyt i podziwiać grzbiety gór i widoki roztaczające się stamtąd.

Zdjęcia do filmu “No Time To Die” robiono na wyspie Kalsoy jesienią 2019 roku. Sceny do filmu kręcono w wiosce Trøllanes przez dwa dni, a przez trzy dni ekipa filmowała ujęcia na przepięknym cyplu Kallur i jego okolicach.

Wyspy Owcze - góra James'a Bonda
Wyspy Owcze - zza latarni Kallur
Wyspy Owcze - owce
Wyspy Owcze - owca

Dzień 3

Dzień 3 powitałyśmy na kempingu Æðuvík Camping. Przeskoczyłyśmy na południe, bo na północy Ventusky zapowiadał deszcze, a odkąd dotarłyśmy na Wyspy, nie pomylił się ani razu.
Trasa, którą dojeżdża się na kemping, Runt Agnið, to jedna z tras oznaczonych znakiem z jaskrem (jaskier, to narodowy kwiat Wysp Owczych). Takich tras jest na całych Wyspach łącznie 12. Jak zapewniają wszystkie przypisy, jeździ się nimi z rozdziabioną buzią i nie ma w tym ani krzty przesady.
Na kempingu nocowałyśmy wraz 3 dziewczynami, które rozbiły tu swój namiot, choć noc wcześniej nie było tu gdzie wcisnąć palca. Høgni, właściciel kempingu mówi, że bywa tu tak każdego dnia, kiedy dopływa prom z Hirthshals, który przywozi turystów na 2 dni, aby później zabrać ich na Islandię. Nocleg dla kampera kosztuje 200 DKK. Dostępne są dwie toalety, prysznic, kuchnia oraz sala ze stolikami i krzesłami. Jest też darmowe wifi.

Wyspy Owcze - drogi widokowe
Wyspy Owcze - górskie jeziooro
Wyspy Owcze - camping

Poranek był słoneczny. Śniadanie zjadłyśmy na świeżym powietrzu, wsłuchując się w szum oceanu, pobekiwanie owiec i dźwięki, które wydawały lokalne ptaki. Kiedy niebo zasnuło się chmurami, ponownie odpaliłyśmy naszą pogodynkę. Wyglądało na to, że na przeciwległym końcu wyspy Eysturoy, mamy szanse na mniejsze zachmurzenie. Za cel obrałyśmy sobie szczyt Eiðiskollur, dość łatwą i jak się potem okazało, zachwycającą wędrówkę. Spacer to prawie prosta linia na szczyt, która wznosi się i opada, na każdym wzniesieniu oferując niesamowite widoki, w tym na pobliski kemping Eiði Camping, zlokalizowany na starym boisku do piłki nożnej, tuż nad brzegiem oceanu. Na szczycie zaś, w słoneczny dzień, zobaczyć można Risin and Kellingin, Tjørnuvík, fjord i fale bijące o brzeg. Rozsiadłyśmy się na trawie, na czubku góry i podziwiałyśmy wszystko, o czym czytałyśmy. Znów dopisało nam szczęście.

Wyspy Owcze - camping na boisku
Wyspy Owcze - Eiðiskollur
Wyspy Owcze - spacery po górach
Wyspy Owcze - wodospady
Wyspy Owcze - kamper

Kolejny nocleg zarezerwowałyśmy na kempingu w Gjógv. Doba kosztuje 200 DKK, klucze to toalet i pryszniców odbiera się w pensjonacie Gjaargardur Guesthouse Gjógv. Dla osób podróżujących z namiotami zła wiadomość jest taka, że nie ma tu pomieszczeń, w których można siedzieć, gdy pada i wieje.

Uprzedzamy lojalnie, że restauracja w pensjonacie do tanich nie należy. Ceny przystawek oscylują wokół 200 DKK, a za danie główne trzeba zapłacić od 330 do 400 DKK. Za to widoki są za darmo, a lokalny port naturalny, który znajduje się w wąwozie, nie szczędził nam wrażeń wizualnych. Ocean Atlantycki, w wieczornym świetle i w zestawieniu z soczystą zielenią wzgórz, zachwycał swą barwą.

Wiedziałyśmy już, że kończy się nasza dobra passa pogodowa i nie będzie nam dane wejść na lokalne szczyty, by podziwiać tamtejsze widoki. Nim spadł deszcz, słońce długo oświetlało fragment wzgórza, na którego szczycie dawno już osiadły chmury.

Wyspy Owcze - Gjógv
Wyspy Owcze - Gjógv
Wyspy Owcze - port naturalny
Wyspy Owcze - camping
Wyspy Owcze - camping

Dzień 4

Wstępnie planowałyśmy zostać w Gjógv dwie noce, ale wybadanie terenu (grząskie i błotniste wejście na jeden ze szczytów), chłodna kalkulacja a przede wszystkim mapy na Ventusky zmusiły nas do uruchomienia silnika tuż po śniadaniu. Na całych Wyspach zapowiadano silne wiatry od południa. Skuszone perspektywą widoku wysokich fal zrobiłyśmy rezerwację na kempingu w Tórshavn (link do kempingu, link do strony, na której można dokonać rezerwacji) i wbrem zaleceniom lokalesów, postanowiłyśmy pojechać pod wiatr.

Niestety, elektrycznie wysuwany stopień w naszej Grand Cali, najwidoczniej nie był zadowolony z nagłej zmiany planów. W połowie wysunięty nie chciał się ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Telefon do wypożyczalni i na kemping jechałyśmy przez warsztat samochodowy, który mieści się na wyspie Vágar. To główny powód, dla którego nie odwiedziłyśmy Sabiny Paulsen, z którą umówione byłyśmy na kawę jeszcze przed przylotem tu. O Sabinie będzie można przeczytać więcej pod koniec artykułu, podobnie jak o walorach użytkowych Grand Californii.

Przejechałyśmy najdłuższym tunelem na Wyspach Owczych (Eysturoyartunnilin) z podziemnym rondem, a także kolejną trasą z jaskrem. Widokami zrekompensowałyśmy sobie wymuszoną zmianę planów.

Kemping w stolicy leży nad samym oceanem i kosztuje 290 DKK za dobę za kampera i dodatkowo trzeba płacić za prysznice - 10 DKK za 4 minuty. Monety warto mieć ze sobą, bo w recepcji rzadko kiedy ktoś jest i nie ma jak rozmienić pieniędzy. W 2021 roku postawiono tu nowy budynek z recepcją, toaletami, prysznicami, dużą kuchnią oraz 3 lub 4 stołami jadalnianymi i 2 kanapami. Jest czysto i ciepło. Podobno nie sypia się tu dobrze, gdyż tuż nad nim przebiega główna droga dość często uczęszczana przez ciężarówki. Nam to ewidentnie nie przeszkadzało. Wiejący całą noc wiatr, w porywach do 100 km/h, bujał nas do snu, w naszym wysokim domu na kołach. Widoku wysokich fal niestety nie uświadczyłyśmy.

Dzień 5

Po rozmowie z właścicielem wypożyczalni wiedziałyśmy już, że dwie kolejne noce spędzimy na kempingu Vestammana. O tym dlaczego, będzie później. Tylko kto by tam jechał prostą drogą na kemping?

Około 12:00 wiatr zelżał i w nawigacji ustawiłyśmy trasę na Tjørnuvík. Serpentyna dróg zawieszona na zboczu góry, oznaczona jaskrem (trasa Eiðiskarð) przy dojeździe do celu uświadomiła nam, że wąskie, jednokierunkowe, nieoświetlone tunele na wyspie Kalsoy wcale nie były takie straszne. Emocje studziłyśmy w małej kawiarance słusznie zwanej “Privat Kafé”. Przesympatyczny Hans Esbern, który urodził się tu i wychował, serwuje tam najlepsze na świecie naleśniki z bitą śmietaną i dżemem z rabarabru. Kawa z termosu smakuje tu znakomicie. Niestety przez kawiarnię przewalał się tłum ludzi i nie było okazji na chwilę rozmowy o życiu w wiosce i o jej historii.

Trudno wyobrazić sobie bardziej sielankową wioskę na Wyspach Owczych. Leży i zagnieżdża się w wąskiej, piaszczystej zatoce, otoczonej wysokimi górami. To nie tylko piękne miejsce, gdzie można spacerować i podziwiać wspaniałe widoki, to także raj dla surferów. Wyzywające fale oceanu toczące się z Północnego Atlantyku są już legendą. Widok na morze z Tjørnuvík to także widok na formacje skalne Kæmpen i Kællingen, dwa imponujące, samodzielne klify, które wznoszą się pionowo z morza. Legenda głosi, że giganci na Islandii czuli się samotni i chcieli zaciągnąć ze sobą Wyspy Owcze do domu. Dlatego olbrzym i jego żona zostali wysłani na archipelag i tutaj ułożyli linę wokół góry Eiðiskollur. Zapomnieli jednak o płynącym czasie i dopadły ich pierwsze promienie słońca, które sprawiły, że zamienili się w kamienie. I to chyba dobrze, bo inaczej Wysp Owczych dzisiaj by nie było.

Skoro zjechałyśmy do wioski to i z niej wyjedziemy. Ta myśl pozwoliła nam spokojnie odpalić silnik i ruszyć pod górę. Opuściła nas w momencie, gdy zobaczyłyśmy na horyzoncie gigantyczną śmieciarkę zjeżdżającą do wioski. Z dala, na samochodzie osobowym, który jechał przed nami, zamajaczyły nam wsteczne światła. Za nami na szczęście nie było nikogo. Zatrzymałyśmy się. Chwilę trwało aż osobówka minęła się ze śmieciarką. Podjechałyśmy bliżej. Szybka ocena sytuacji. Prawe koła tuż przy białej linii wyznaczającej granice drogi, za którą był spory uskok. Ewentualne obsunięcia się koła gwarantowało przytulenie się do skał. Po lewej lusterko przeszło na styk. A skoro nie trzeba było go składać, to znaczy, że nie należało panikować tylko jechać. Nikogo nie podpuszczamy, ale obstawiamy, że Concorde i Morelo nie miałyby tu czego szukać.

Wodospady - Wyspy Owcze
Wodospady Wyspy Owcze
Wyspy Owcze - Tjørnuvík

Nie ukrywamy, że kiedy na mapie zobaczyłyśmy, że droga do kolejnego punktu widokowego, który zaplanowałyśmy, jest o połowę węższa od tej, z której właśnie zjechałyśmy, to spojrzałyśmy na siebie przez chwilę w milczeniu. Bardzo szybko jednak doszłyśmy do wniosku, że skoro nie wiedzie wzdłuż zbocza góry, to na pewno daje się przejechać bez problemu. Jak się okazało, rozstaw osi w Grand Cali idealnie wpasował się między dwie białe linie, wyznaczające krawędzie tej dróżki. Po drodze zostawiłyśmy za sobą osobówkę, której kierowca w pewnym momencie zrezygnował z dalszej jazdy.

Ta wycieczka niestety nie miała happy endu. Kamper wprawdzie nie ucierpiał, ale silny wiatr i hektolitry deszczu przepędziły nas i niedane nam było dotrzeć do jednej z najpiękniejszych, zdaniem mieszkańców, plaż na wyspie, plaży w Saksun. Zdążyłyśmy za to rzucić okiem na zielone góry, dzikie wodospady i porośnięte trawą domy. Wspaniały widok nawet w pochmurny dzień.

Na kemping Vestmanna dotarłyśmy parę minut przed 17:00. Tutaj oprócz zaplecza sanitarnego, kuchni i pomieszczeń, w których można przysiąść w deszczowy dzień, jest również pomieszczenie, w którym można osuszyć przemoczoną odzież. Prysznic, za 6 minut kosztuje 20 DKK (trzeba mieć monety, bo na miejscu nie można wymienić) a kemping to koszt 100 DKK od osoby.

Cały wieczór zaklinałyśmy pogodę. Tuż po rozmowie z właścicielem wypożyczalni, który zapewniał nas, że wyprawa łodzią z Vestmann jest atrakcją, którą na pewno warto zaliczyć na Wyspach, zrobiłyśmy rezerwację na niedzielę, na godzinę 12:15. To był jedyny dostępny termin. Z uwagi na warunki pogodowe wszystkie sobotnie rejsy zostały odwołane. Do północy śledziłyśmy informacje na stronie puffin.fo i siłą woli przesuwałyśmy Ventusky’emu deszczowe chmury na mapie.

Wyspy Owcze - domki porośnięte trawą
Wyspy Owcze - domki porośnięte trawą

Dzień 6

Nigdy jeszcze nie cieszyłyśmy się tak z głuchej ciszy, która panowała za oknem. Nie wiało i nie padało, a zatem rejs się odbędzie. Kiedy wypływałyśmy o 12:15, na niebie panoszyły się chmury. Kapitan statku powtarzał znaną nam już zasadę. Na Wyspach Owczych zawsze podążaj z wiatrem, nigdy pod wiatr. Dlatego najpierw popłynęliśmy w prawo. I jakimś cudem niebo zaczęło się robić coraz bardziej niebieskie. Aż w końcu zapanował błękit.

Klify morskie w tej okolicy to bez wątpienia cud natury. Zapewniają bezpieczne miejsca lęgowe w miesiącach letnich dla tysięcy ptaków morskich, zwabionych przez ogromne ławice ryb, które gromadzą się tutaj, w bogatych w plankton wodach Północnego Atlantyku. Na wąskich, pochyłych półkach klifów można dostrzec rozliczne gniazda. Wznoszące się do 600 m ponad turkusowe barwy wzburzonego morza klify, pocięte są skalnymi rozpadlinami i otulone zielonymi kocami bujnej trawy i mchów. Na znacznym obszarze nie ma śladów obecności człowieka ani żadnej zabudowy, co zwiększa wrażenia podczas podróży. W wodach Atlantyku udało nam się zobaczyć fokę, która właśnie upolowała rybę. Czytała Krystyna Czubówna.

Ostatnia noc na wyspie

Zbliżała się północ lokalnego czasu. Na Wyspach o tej porze roku nie jest ciemno nawet wtedy, kiedy niebo spowiją deszczowe chmury. Gdy niebo jest szare, chmury wydają się bardziej mgłą niż chmurami, rozrzucone między górami i wzgórzami, ich brak kształtu przypisuje im pewną nieważkość; szybują i płyną, ale nigdy nie wiszą i nie unoszą się. Tworzą swego rodzaju atmosferę mistycyzmu wokół wysp. W klaustrofobicznych podziemnych tunelach jest ten jedyny moment, w którym rzeczywiście doświadczyć można tu ciemności.

Wyspy Owcze Vestmanna
Wyspy Owcze Vestmanna
Wyspy Owcze - rejs
Wyspy Owcze rejs
Wyspy Owcze rejs
Wyspy Owcze wodospad
Wyspy Owcze tunel

Dzień 7 - ostatni

Obudził nas deszcz. Na ostatni dzień zaplanowany miałyśmy wodospad, który leży przysłowiowy rzut beretem od lotniska. Kiedy już spakowałyśmy się do walizek i posprzątałyśmy w kamperze, chmury na niebie przypominały mokry, parujący koc okrywający całą okolicę. Wspięłyśmy się kamperem wysoko w góry. Zwątpiłyśmy przez moment, czy wyprawa nad wodospad Múlafossur ma sens. To była tylko chwila. Gdy zaparkowałyśmy na wyznaczonym parkingu, padał deszcz. Niepozorne, drobne krople niosły ze sobą spore ilości wody. Taki rodzaj kapuśniaka, który potrafi przemoczyć do majtek w parę minut. Na szczęście chmury były wysoko nad wodospadem. Zdążyłyśmy zrobić z 2-3 zdjęcia wodospadu, kiedy dostrzegłyśmy maskonury.

Maskonury rozmnażają się koloniami, więc było ich tu dużo. Są magiczne. Wyglądają jak latające pingwiny, a to dlatego, że na wodzie ich skrzydła służą jako wiosła. Na lądzie są tylko w czasie okresu rozrodczego. Pozostałą część roku spędzają w oceanie. Są świetnie przystosowane do życia na wodzie. Ich pióra są nieprzemakalne. Sól, którą spożywają z wodą morską, jest wchłaniana i przepływa przez ich krwiobieg do pary gruczołów solnych nad oczami. Powstający w ten sposób gęsty słony płyn jest wydalany z nozdrzy i spływa w dół do rowków w dziobie. Co ciekawe ich dzioby tylko w sezonie lęgowym są jaskrawopomarańczowe, zimą stają się szare.

To była nasza nagroda za wytrwałość i najlepsze pożegnanie z Wyspami, jakie mogłyśmy sobie wymarzyć. Stałyśmy w tym deszczu, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że pada. Przyglądałyśmy się tym małym ptakom, które niewielkimi grupami co rusz nurkowały w wodzie.

Wyspy Owcze - rejs
Wyspy owcze wodospad
Wyspy Owcze - Maskonury

Fot. Sabina Poulsen



Jak dotrzeć na Wyspy Owcze?

Na Wyspy Owcze można dostać się na dwa sposoby: promem ze Smyrilline , który wypływa z duńskiego Hirsthals lub samolotem.
Na miejscu jest transport publiczny, z którego można korzystać. I nie jest on drogi. 700 DKK (około 430 zł) to koszt biletu na 7 dni w sezonie 2022, który uprawnia do przejazdów wszystkimi autobusami i statkami, z wyjątkiem wyprawy na wyspę Mykines.

Naszym zdaniem na miejscu warto mieć samochód i być niezależnym z uwagi na warunki pogodowe panujące w tym uroczym miejscu. A samochód w naszym przypadku oznacza kamper.

Wynajem kampera

Wynajęłyśmy kampera w unicar.fo. Jeździłyśmy rocznym Volkswagenem Grand Californią z przebiegiem 11 tys. km. Na pokładzie było dostępne wifi, kołdry i poduszki bez poszewek, garnki, czajnik, kubki, talerze i sztućce. My miałyśmy śpiwory i swoje poduszki. Brakowało nam małej zmiotki i jakichkolwiek szmatek i czyścików.

Łącznie z pełnym ubezpieczeniem 7 dni wynajmu kosztowało nas 10.880 DKK (1.400 DKK sam wynajem za dobę), czyli w przeliczeniu na złotówki 7.180 zł.
W drugiej wypożyczalni Faroecamper wynajem to: 1.512 DKK za dobę za starszego Buerstnera i 1.595 DKK za dobę za nowszego. Tam z kolei więcej rzeczy jest na wyposażeniu: sól, pieprz, rzeczy do sprzątania itp. Ja niestety nie lubię plastikowych kamperów.

Odzież

Jeśli na Wyspy Owcze to odzież outdoorowa koniecznie i porządne buty za kostkę do chodzenia w górach. Nieprzemakalne i przeciwwiatrowe kurtki i spodnie. Wszystko, co szybko schnie i z czego łatwo zmyć błoto.

Trzeba mieć na uwadze, że część tras to trasy trudne. Osobom, które nie mają doświadczenia, polecam albo wyprawę z przewodnikiem, albo połowiczne zdobywanie niektórych szczytów. Należy też pamiętać, że wspina się łatwiej, niż schodzi. A jeśli nałożymy na to jeszcze często zmieniającą się pogodę, to stopień trudności rośnie.

Wyspy Owcze
Fot. Ólavur Frederiksen www.visitfaroeislands.com
Wyspy Owcze - Kamper

Fot. www.faroecamper.com


Podróżowanie po Wyspach Owczych

Na Wyspach Owczych nie ma publicznych terenów ani obszarów wspólnych, dlatego też biwakowanie jest dozwolone tylko w wyznaczonych do tego miejscach. Ponadto nie wolno spędzać nocy w samochodach kempingowych wzdłuż dróg, na postojach, w miejscach odpoczynku lub punktach widokowych. O tym, jak jeździć po Wyspach najlepiej opowiada ten film.

Niestety nie wszystkie kempingi przetrwały covid. Dostępna na oficjalnej stronie camping.fo lista kempingów jest nieaktualna. Niektóre oferują pełne zaplecze sanitarne, inne są parkingami z lub bez toalety. Na nie wszystkie można przyjechać kamperem i na nie wszystkich można rozbić namiot. Na większości można płacić kartą kredytową. Niektóre można, a nawet trzeba rezerwować online, o czym było w relacji z podróży.

Źródło: YouTube - Visit Faroe Islands

Wyspy Owcze - koszty wyprawy

O koszcie wynajmu kampera już wspominałam - 10.880 DKK / 6,850 zł. Przejechałyśmy łącznie 580 km, spędzając za kierownicą 15 godzin. Średnie zużycie oleju napędowego to 10,7 l/100 km. Koszt paliwa 930 DKK (590 zł).

Koszty tuneli rozlicza się przez wypożyczalnię. Nie wszystkie są płatne. 100 DKK to opłata za przejazd każdym tunelem pod oceanem. W przypadku podróży własnym samochodem opłaty można dokonać online.  Z ciekawostek najniżej położony punkt w całej sieci tuneli znajduje się na 187 m poniżej poziomu morza. Aktualna lista tuneli dostępna jest na stronie ministerstwa transportu.

Za bilety lotnicze (kupowane dość późno, można kupić taniej) zapłaciłyśmy 5.200 DKK / 3.280 zł. Leciałyśmy z Billund.

Artykuły spożywcze są droższe o około 10-15% niż w Polsce. We dwie na zakupy wydałyśmy 2.250 DKK, wliczając kanapki na lotnisku w drodze powrotnej, czyli 1.400 zł. To były produkty na 3 obiady, wszystkie śniadanie i kolacje, w tym warzywa i owoce, lody, a także chusteczki, ręcznik papierowy, płyn do mycia naczyń i worki na śmieci. Pozostałe 3 obiady zjadłyśmy na mieście. Za obiad w lokalu trzeba zapłacić średnio około 100 zł od osoby.

Za wodę do posiłków się nie płaci, bo woda pitna płynie tu w kranach. Nie kupi jej się w sklepie. Warto mieć ze sobą mały baniak, butelkę, aby napełniać je wodą.

Rejs statkiem w Vestmanna kosztował 700 DKK dla dwóch osób, wejście na górę Villingadalsfjall, 400 DKK, a prom w dwie strony 200 DKK. Pozostałe atrakcje zaliczyłyśmy bez przewodników. Koszt w PLN 820 zł.

Za kempingi zapłaciłyśmy łącznie 1790 DKK, wliczając płatne prysznice. Na złotówki daje to kwotę 1.100 zł.

Łączne koszty wyprawy to ok 14.000 zł (7 000 zł na osobę).


VW i Grand California

Wreszcie miałam okazję przekonać się osobiście, jak to jest podróżować VW Grand Californią. Należy brać pod uwagę fakt, iż od 6 lat podróżuję kamperem marki Globe-Traveller, więc mam już swoje przyzwyczajenia.

Co na plus:

  • VW Crafter - świetne właściwości jezdne, dobrze się go prowadzi
  • system rolet i moskitier na oknach w części mieszkalnej
  • świetna podłoga, nie widać śladów użytkowania
  • boczne maty na szyby w kabinie - system na magnes jest super, ale materiał już nie.
  • drzwi do łazienki można otworzyć, kiedy rozstawiona jest drabinka do wchodzenia na górne łóżko
  • mechanizm rozkładania górnego łóżka jest bardzo wygodny
  • wygodne są też materace
  • duża łazienka i znajdujące się w niej szafki
  • naklejki na tylnych drzwiach samochodu pokazujące ich pełną funkcjonalność

Co na minus:

  • bardzo mało szafek i małe szafki w części mieszkalnej
  • z dolnych szafek nad łóżkiem rzeczy wypadają w trakcie otwierania
  • co prawda można, często manewrując fotelem tył - przód, obrócić go bez otwierania drzwi bocznych, ale łatwiej i szybciej to zrobić z otwartymi drzwiami, co zresztą jest zalecane
  • mata na przednią szybę w kabinie. Dość karkołomnie się ją montuje i zakłada na szybę
  • szafka nad zlewem przeszkadza przy myciu naczyń
  • zdemontowanie stolika jest proste, ale już próba umieszczenia go na przykład na łóżku wymaga sporej ekwilibrystyki, aby niczego nie uderzyć nim po drodze
  • co prawda dostęp do bagażnika jest także od wewnątrz, ale na tej małej powierzchni trzeba się trochę nagimnastykować, aby się do niego dostać. Jak już się zdejmie wszystko z łóżka, to irytują wyciągane wkładki imitujące szuflady.
  • za zakończoną ostrym kantem półkę w bagażniku, tę po lewej stronie, projektantowi wlepiłabym czerwoną kartkę. Uderzyłam w nią co prawda tylko raz, ale bolało niemiłosiernie.

Co się popsuło,
(jak na GC przystało, bo przecież nie mogło być inaczej):

  • zaraz pierwszego wieczoru poznałam właściciela wypożyczalni, bo zaciął się hamulec ręczny. Właściciel kempingu, który dzielnie próbował mi pomóc, w końcu zadzwonił o 22-ej z minutami do wypożyczalni. Wyspy Owcze są na szczęście małe i ludzie się tu znają, a do tego są mili i bardzo uczynni
  • pierwsza noc i kilka kolejnych minęła nam w rytm stukania stopnia elektrycznego, który usilnie próbował się domknąć, bez względu na to, w jakiej był pozycji. Na szczęście poziom endorfin i zmęczenie skutecznie wypierały dźwięki.
  • drugiego dnia zamarzły nam marchewki w lodówce. Okazało się bowiem, że lodówka po zamknięciu sama zmienia ustawienie natężenia chłodzenia na maksymalne
  • trzeciego dnia podróży, w czasie jazdy, odpadła klamka od wewnętrznej strony drzwi łazienki
  • czwartego dnia stopień postanowił się schować w połowie. Jak już wspomniałam powyżej, odwiedziłyśmy więc właściciela wypożyczalni, który kopniakiem przypomniał mu, jaka jest jego rola
VW Grand California

Podsumowując, na szczęście podróżowałyśmy we dwie i dało się funkcjonować wewnątrz. Nie wyobrażam sobie w tym samochodzie 4 osób, w deszczowy dzień. Nie kupiłabym Grand Californii, mając na uwadze przede wszystkim to, jak kiepsko zaprojektowane jest jej wnętrze oraz jak wiele rzeczy jest tu wciąż niedorobionych. Byłabym skłonna zamienić swojego Globe-Travellera, na dobrej jakości kampera z sensownym układem wnętrza, zbudowanego na VW Crafterze.


Polskie biuro podróży na Wyspach Owczych

Dla wszystkich, którzy nie czują się na siłach, albo zwyczajnie nie mają ochoty na podróżowanie po Wyspach kamperem, podaję poniżej kontakt do Sabiny Poulsen, która mieszka na Wyspach Owczych już kilkanaście lat - fjordcottage.com. Ona zorganizuje wszystko od momentu, kiedy wylądujecie na Wyspach.
Z Sabiną można też skontakować się poprzez Facebooka: https://www.facebook.com/wyspyowczefo.
Uprzedzę lojalnie, to był mój pomysł, aby napisać parę słów o Sabinie, bo sama mam wśród znajomych osób takie, które preferują zorganizowane wyjazdy. W zamian za to czeka na mnie kawa na Wyspach, jak tylko pojawię się tam ponownie.

6 ciekawostek o Wyspach Owczych

  1. 70% energii elektrycznej pochodzi z wody. Może dlatego na kempingach prądu można zużyć do woli. Plan jest taki, aby do 2030 cała produkowana energia była zielona.
  2. Wyspy Owcze są jednym z niewielu krajów w Europie, które nie mają McDonalda.
  3. Na Wyspach Owczych jest tylko pięć skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. Trzy z nich zlokalizowane są w stolicy Tórshavn i to bardzo blisko siebie.
  4. Na Wyspach Owczych nie ma pełnoprawnego więzienia. Jest za to miejsce, określane przez niektórych jako areszt. Osoby z wyrokami powyżej 12 miesięcy trafiają do Danii.
  5. Pogoda na Wyspach zmienia się tak szybko i często, że jedno z lokalnych powiedzeń brzmi: „Jeśli nie lubisz tej pogody, poczekaj pięć minut”.
  6. Wyspiarze alkohol spożywają najczęściej w klubach zwanych sheebeens. Zakładane one były w tajemnicy, kiedy na Wyspach Owczych obowiązywała prohibicja. Były tak popularne, że pozostały otwarte po zakończeniu zakazu.
Areszt na Wyspach Owczych

Areszt na Wyspach Owczych. Fot. Sabina Poulsen



Refleksja

Wiele kobiet podróżuje samotnie lub tylko w damskim towarzystwie. I pewnie nie budzi to już większego zdziwienia. Kobiecie podróżującej kamperem wciąż mężczyźni przyglądają się z zaciekawieniem. Spotykałam się z wyrazami życzliwości i sympatii na Wyspach Owczych. Widziałam kciuki w górę, kiedy mijaliśmy się na wąskich drogach. Czułam na sobie wzrok mężczyzn i napięcie, które towarzyszyło im, kiedy przyglądali się, jak wjeżdżam tyłem w wąskie miejsca parkingowe na skarpach. Na jednym z kempingów, pan pozwolił sobie na żart, że mam duży samochód, jak na kobietę. No cóż, nie tylko duzi chłopcy jeżdżą dużymi samochodami. Jedno jest pewne, Wyspy Owcze są przyjazne kobietom bez względu na to, jakim autem będą się po nich poruszać.


Źródło: YouTube - Visit Faroe Islands

To jest motorhome.pl i to nie jest artykuł sponsorowany!

Udostępnij!

Najnowsze artykuły