Pierwszy kamper Jacka Jaskota

Wywiad z Jackiem Jaskotem

motorhome.pl Pozostałe Leave a Comment

Jacek Jaskot opowiada o realizowaniu marzeń, projektowaniu, budowaniu kamperów i tworzeniu marki.

Ostatnia aktualizacja: 18.06.2019

Zapewne część osób czytających ten artykuł dobrze zna tę historię, ale opowiedz nam proszę, jak to się zaczęło. Skąd pomysł na budowę własnego kampera?

Kilka razy już o tym wspominałem. Zaczęło się od tego, że po okresie wynajmowania kamperów zamarzyło mi się posiadanie własnego. Sprawdziłem oferty dostępne w Polsce, portale niemieckie i okazało się, że trudno było mi znaleźć pojazd, który mieściłby się w budżecie, nadawałby się do podróżowania dla czteroosobowej rodziny i spełniałby moje oczekiwania estetyczne oraz funkcjonalne. Większość dostępnych samochodów kempingowych była za droga, a ich wykończenie w środku dostosowane było do pokolenia moich rodziców i dziadków. Pomyślałem, że jedynym rozwiązaniem będzie wyprodukowanie samochodu wg swojego, indywidualnego projektu.

No dobrze, ale nie każdy kto nie może znaleźć odpowiedniego dla siebie kampera bierze się za budowę własnego.

Na szczęście (śmiech). Bo firmy produkujące kampery seryjnie nie miałyby z czego żyć.

Kamper Jacka Jaskota

Pierwszy kamper Jacka Jaskota

Co to był za kamper?

Zadanie jakie sobie postawiłem było dosyć karkołomne. Chciałem, żeby powstał pojazd uniwersalny tzn. taki, który można użytkować w życiu codziennym, np. jadąc na zakupy do supermarketu, ale też, żeby gwarantował minimum komfortu w wyjazdach wakacyjnych. W mojej osobistej ocenie „minimum” w przypadku kampera wiąże się z posiadaniem toalety i prysznica. W 2009 roku, po prawie półrocznej walce, taki samochód powstał. Był zbudowany na Nissanie Primastarze (odpowiednik Renault Traffic i Opla Vivaro). Dysponował czterema miejscami do jazdy i dwoma podwójnymi łóżkami. Miał 5,4 m długości i zmieścił się w założeniach.

A co było najtrudniejsze… najłatwiejsze… w czasie budowy?

Najtrudniejsze okazało się znalezienie kogoś, kto miałby doświadczenie i umiałby taki samochód zbudować. Znalazłem niewielką firmę pod Opolem, która podjęła się tego zadania, ale ze względu na ilość pracy oraz nietypowość mojego projektu, budowa przeciągała się w nieskończoność. Postanowiłem więc zabrać na chwilę ten samochód i zabudowę meblową wykonać rękami stolarzy, z którymi miałem okazję pracować przy wykonywaniu mebli do swojego domu. Problem polegał na tym, że nie mieli hali, do której mogliby taki samochód wprowadzić i wszystkie prace wykonywane były na podwórku ich stolarni. Zabudowa rozpoczęła się z początkiem roku, a zima była wtedy wyjątkowo ostra. Wszystkie prace odbywały się pod moim okiem (wziąłem sobie urlop w pracy) i bardzo mozolnie realizowaliśmy kolejne etapy zabudowy. Pamiętam, że każdego dnia wracałem do domu jak rycerz w zbroi – ledwo się poruszałem, bo byłem przemarznięty do szpiku kości i potrzebowałem godzinnych kąpieli, żeby odtajać. Ale miałem z tego dużo radości, bo jakkolwiek powoli cały proces przebiegał, to efekty wydawały się satysfakcjonujące.
Na pytanie o to, co było najłatwiejsze chciałem pierwotnie odpowiedzieć, że zaprojektowanie tego samochodu. Ale nie byłaby to prawda. Projekt ulegał wielu zmianom w czasie jego realizacji. Nie zdawałem sobie bowiem sprawy, że zabudowa „blaszaka” wiąże się z tak dużą ilością ograniczeń. Większość z nich związana jest z konstrukcją samochodów bazowych. Wielu elementów wzmocnień nie można naruszać, nie można ich przecinać lub usuwać. Ilość rzeczy umieszczonych pod podwoziem skutecznie ogranicza ambicje i nonszalancję projektanta. Poprzecznice, podłużnice zawsze wypadają w miejscach, gdzie chcemy umieścić odpływ od brodzika lub odpowietrzenie do któregoś ze zbiorników na wodę. Generalnie nauczyłem się wtedy, że w projektowaniu blaszaków zawsze trzeba mieć jakiś plan B – rozwiązanie alternatywne w stosunku do pierwotnego pomysłu.

Jacek Jaskot

Jacek Jaskot

To miał być pojazd dla Ciebie, czy od początku myślałeś o komercjalizacji przedsięwzięcia i zarabianiu na produkcji kamperów?

Zaczynając budowę tego samochodu miałem świadomość, że na rynku są nisze, które prędzej czy później ktoś będzie musiał zagospodarować. I choć pierwszego Nissana budowałem z myślą o własnej rodzinie to, wspólnie z kolegą z ówczesnej pracy, przymierzaliśmy się do rozpoczęcia produkcji takich pojazdów na większą skalę. Po tym, jak powstał mój pierwszy kamper, zamówiliśmy dwa dodatkowe podwozia na wypadek, gdyby pojawili się chętni na takie pojazdy. Nawiasem mówiąc sprzedaliśmy je później niezabudowane z większą marżą niż ta, którą uzyskaliśmy sprzedając kompletnego kampera (śmiech).

Kamper Jacka Jaskota

Dlaczego nie był to udany projekt? I jak to się stało, że zacząłeś budować nieco większe pojazdy.

Bo to był świetny przykład „zgniłego kompromisu”. Okazało się, że niby założenia zostały zrealizowane, ale żadne w sposób satysfakcjonujący. Samochód okazał się za długi do codziennego użytkowania i za ciasny do podróżowania w 4 osoby. Moje dzieci były wtedy małe, a i tak pierwszy wyjazd tym samochodem okazał się bardzo trudny ze względu na ciasnotę i olbrzymie trudności „logistyczne” w przypadku wieczornych przygotowań do snu i porannego wstawania. Nie tego oczekują ludzie wybierający się na wypoczynek.
Praca, którą wykonałem przyniosła jednak efekty. Pokazałem ten samochód na targach samochodów kempingowych w Krakowie i dostałem za niego drugą nagrodę. Znaleźli się też klienci, którzy docenili moje rozwiązania funkcjonalne, estetykę oraz jakość wykonania tego kamperka. I choć nie było chętnych na jego zakup lub zamówienie takiego pojazdu do produkcji, to pojawiły się pytania o możliwość wykonania bardziej standardowej zabudowy, na pojazdach większych typu Fiat Ducato czy Peugeot Boxer. Jedna z takich rozmów zakończyła się podpisaniem umowy na zabudowę Ducato L3H2. Samochód ten zresztą jest w tej chwili do kupienia, bo jego właściciel przymierza się do wymiany kampera na nowszy. Pan Stanisław to jedna z tych osób, dzięki którym moja pasja i moje hobby mogło się przerodzić w aktywność zawodową. Poza nim bardzo dużo zawdzięczam Włodkowi Dunikowskiemu, który pomógł mi w znalezieniu rozwiązań technicznych i wszystkich innych kwestiach związanych z budową kamperów.

Rozwój produkcji i osiągnięcie odpowiedniej skali?

Chcecie, żebym w kilku słowach opisał okres między 2010 rokiem a chwilą obecną? Trudny temat. To w końcu 9 lat ciężkiej pracy.
Po panu Stanisławie znaleźli się kolejni chętni na zabudowy indywidualne. Wynająłem niewielką halę na Mokotowie i zacząłem budować kampery na indywidualne zamówienia. Ale brak doświadczenia w zarządzaniu, brak dostatecznego zaplecza finansowego i trudności ze znalezieniem właściwych pracowników doprowadziły do sytuacji, że przyszłość Neo-Travellera (pod taką nazwą sprzedawałem wtedy swoje kampery) była bardzo niepewna. Wysiłek finansowy był zbyt duży. Dość powiedzieć, że żeby utrzymać firmę sprzedałem fundusz emerytalny i do minimum ograniczyłem wszystkie potrzeby „konsumpcyjne”. Na jesieni 2010 postanowiłem dać sobie jeszcze 2 miesiące. Jeśli nie nastąpiłby jakiś znaczący zwrot to liczyłem się z tym, że trzeba będzie porzucić marzenia o budowaniu kamperów i wrócić na ciepłą posadkę do korporacji. Ale zwrot nastąpił. Zgłosił się do mnie niemiecki przedsiębiorca z prośbą o prezentację moich kamperów. Pojechałem do Niemiec, pokazałem jedyną demówkę, jaką posiadałem i wróciłem ze świadomością, że otwiera się dla mnie nowa droga rozwoju. Mój nowy niemiecki partner zapłacił za pokazanie pierwszego Voyagera na targach w Lipsku. Okazało się, że został tam zauważony. I znaleźli się chętni do jego zakupu.
Pierwotnie próbowaliśmy realizować plan rozbudowy tego projektu wg schematu z „Ziemi obiecanej” tzn. ja nie mam nic, ty nie masz nic – razem mamy wystarczająco dużo by postawić fabrykę. Ku mojemu zdziwieniu taki schemat się nie sprawdził (śmiech).
Musiałem znaleźć inwestora strategicznego dla tego przedsięwzięcia. I znalazłem go w krakowskim Elcampie i panu Sobiesławie Zasadzie. W 2012 roku powstała spółka Elcamp Traveller, której zadaniem była produkcja samochodów kempingowych sprzedawanych pod marką Neo-Traveller. Zakład produkcyjny został zlokalizowany w Karczewie pod Warszawą. Sprzedaż odbywała się i odbywa nadal poprzez siostrzaną spółkę Elcamp RV, której siedziba znajduje się w Krakowie. Z pewnością bez zaufania ze strony prezesa Zasady i bez jego wiary w sukces tego projektu rozwój pierwszego polskiego kampera nie byłby możliwy. Tego typu biznes wymaga sporych inwestycji początkowych, a zwrot nie następuje po dwóch czy trzech latach. To działanie długoterminowe i zadanie dla cierpliwych.
Początkowe lata były bardzo trudne. Polski rynek, mimo że szybko się rozwija, nie jest wystarczająco chłonny by utrzymać niewielkiego nawet producenta pojazdów kempingowych. Przekonanie zachodnich klientów do zakupu polskiego kampera nie było proste. Zajęło kilka lat. Pamiętajmy, że Polska nie ma żadnych tradycji w budowie kamperów. Przyczepki Niewiadowa ciągle są pamiętane i kojarzone w Europie, ale nikt nie kojarzył (bo kojarzyć nie mógł) żadnych samochodów kempingowych z polskimi korzeniami. Przełamanie nieufności zachodnich klientów i dealerów zajęło nam dużo czasu. Dzisiaj kampery z logo Globe-Traveller (zmiana nazwy nastąpiła w 2015 roku) sprzedawane są w większości krajów europejskich. Bez wątpienia praca, jaką z całym karczewskim i krakowskim zespołem wykonaliśmy, przyniosła wymierne rezultaty. I jest to z pewnością duży powód do satysfakcji.

Globe-Traveller

Kampery Globe-Traveller

Przedstawiamy przewodnik po ofercie polskiego producenta. Wyjaśniamy jakie kampery i w jakich konfiguracjach produkowane są w Karczewie. Wszystkie kampery Globe-Traveller w jednym miejscu.


Czytaj...

Były innego rodzaju wyzwania?

Wyzwań było bardzo dużo. Nasza działalność ma w znacznym stopniu charakter pionierski. Zawsze powtarzam, że każda działalność biznesowa to układanie puzzli. Wszystkie elementy potrzebne do funkcjonowania przedsiębiorstwa muszą do siebie pasować. Produkcja, sprzedaż, marketing, logistyka – to trybiki, bez których maszyna nie ruszy. Ale w tej układance zawsze najważniejsi są ludzie.
Od początku mieliśmy bardzo duży problem ze znalezieniem ludzi z doświadczeniem w produkcji samochodów kempingowych. W Polsce ich po prostu nie ma. Jest kilka małych firm, które próbują swoich sił w zabudowach kempingowych, ale pojawiły się na rynku w ostatnich kilku latach. Dla mnie olbrzymią ulgą było zatrudnienie w 2013 roku szefa produkcji Norberta Adamczewskiego, który przez 9 lat produkował indywidualne zabudowy kempingowe w jednej z niemieckich firm. To bardzo „tęga” głowa, jeżeli chodzi o technikę kamperową. I przy okazji człowiek, który nigdy się nie poddaje. Jeżeli jest problem techniczny to prędzej czy później Norbert go rozwiąże.
Wyzwaniami były też zorganizowanie logistyki, zagwarantowanie terminowości dostaw, znalezienie odpowiednich dostawców. Nie mieliśmy kogo o to pytać – rzetelność partnerów testowaliśmy na własnej skórze. Często z bardzo bolesnymi konsekwencjami. Dziś jednak można powiedzieć, że z większością problemów sobie poradziliśmy i Globe-Traveller ma bardzo dobre perspektywy na przyszłość.

Biorąc pod uwagę tamte projekty oraz Twoje obecne doświadczenie, co poradziłbyś komuś, kto właśnie zabiera się za zbudowanie sobie pierwszego kampera?

Żeby tego nie robił! Lepiej jest go kupić u sprawdzonego producenta.
To oczywiście żart. Przede wszystkim trzeba wiedzieć czego się oczekuje od pojazdu turystycznego. Trzeba znać własne potrzeby. I niestety – trzeba przygotować się na niespodzianki. Błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Ale ponieważ niektóre z naszych pomyłek mogą być bardzo bolesne i kosztowne dobrze jest wiedzieć jakich materiałów użyć, jakie zastosować wyposażenie, jak poprawnie wykonać zabudowę. Bo to czy łazienka ma być większa czy mniejsza, czy musi być toaleta i ile miejsca należy zostawić wokół zlewozmywaka to kwestia indywidualnych decyzji. I tu wszyscy raczej wiedzą co jest dla nich istotne. Ale nic tak nie psuje radości z wyjazdu, jak niedziałające ogrzewanie, brak wody albo przeciekające okno dachowe. Nikt nie znosi tego typu usterek z godnością. I nikt nie lubi narzekań współmałżonka, że przecież mogliśmy polecieć do Egiptu.

Kamper Neo-Traveller

Neo-Traveller Voyager

Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, dużo nam powiedziałeś o kamperach, o tym jak się je buduje i na co zwracać uwagę przed zakupem nowego pojazdu. Co jest Twoim zdaniem najważniejsze przy wyborze kampera dla siebie?

Wiedza o własnych potrzebach. Tzn. czy na wyjazdach gotujemy czy raczej stołujemy się w knajpkach. Czy wzięcie prysznica na kempingach nas przeraża czy nie jest żadnym problemem. Czy nocowanie na kempingach to dla nas standard czy ostateczność. Czy więcej jeździmy czy wolimy nie ruszać się z jednego miejsca przez kilka dni.
Samochody, które produkujemy tzn. vany kempingowe dedykowane są dla ludzi aktywnych, którzy doceniają łatwość i tempo przemieszczania się. Którzy nie boją się zapuszczać w miejsca trudniejsze komunikacyjnie typu górskie serpentyny albo wąskie uliczki Toskanii. Wszystkim potencjalnym klientom, którzy chcieli zakupić nasz samochód zawsze radziłem, żeby najpierw pożyczyli kampera i przetestowali czy jest to forma wypoczynku dla nich. I sami zdefiniowali swoje priorytety. Czy wolą obszerną, ale trudniejszą w prowadzeniu alkowę czy blaszaka, który początkowo zniechęcił ich ograniczoną przestrzenią w środku. Po dwóch, trzech wyjazdach każdy wie, co jest dla niego ważne, a co z perspektywy kilku wycieczek okazało się mało istotne.

Plany na przyszłość?

Tu Was pewnie zaskoczę. Rozstaję się z Globe-Travellerem. Pracuję do końca czerwca, a później rozpoczynam nowy projekt. Oczywiście też związany z produkcją kamperów. Globe osiągnął już „pełnoletniość”. Nie jest już start-up’em. To marka stabilna i wymagająca innych działań niż w pierwszych latach jego istnienia. Sprzedaż z roku na rok rośnie, produkcja odbywa się liniowo i cele rozwojowe są teraz inne niż na początku. Mnie zarządzanie fabryką nie daje tyle radości, co prace projektowe i budowa firmy od podstaw. Tym bardziej, że brak mi doświadczenia w kierowaniu dużymi przedsiębiorstwami i coraz częściej pojawiały się różnice między mną a prezesem zarządu firmy. Różnice dotyczące wizji przyszłości i polityki personalnej. Dlatego doszedłem do wniosku, że przyszedł czas na zmiany, a troskę o dalszy rozwój Globe-Travellera należy pozostawić innym. Zwłaszcza, że zarówno w Karczewie jak i w Krakowie zostają ludzie, z którymi wspólnie pozycję Globa budowaliśmy. Którzy sprawdzili się w ostatnich latach i którzy potrafią kontynuować jej rozwój.
Ja zamierzam skoncentrować się na nowym wyzwaniu. Wspólnie z Norbertem zaangażowaliśmy się w budowę nowej marki. Trzymajcie za nas kciuki i obserwujcie internet, w którym za jakiś czas zaprezentujemy nasze nowe „dziecko”!

Masz to jak w banku! Będziemy patrzeć Wam na ręce! (śmiech) Dziękujemy za rozmowę!


Image

Sprzedaż kamperów

Oferta sprzedaży używanych kamperów marki Globe-Traveller. Zapraszamy!


Zobacz...

To jest motorhome.pl i to nie jest artykuł sponsorowany!

Udostępnij!

"Wywiad z Jackiem Jaskotem" ostatnia aktualizacja: Czerwiec 18th, 2019; motorhome.pl